Czy Polska kiedykolwiek posiadała kolonie w Afryce? To pytanie, które nieustannie powraca w dyskusjach historycznych i budzi wiele emocji. W tym artykule raz na zawsze rozwiejemy ten mit, przedstawiając faktyczne próby, marzenia i inicjatywy, które choć często ambitne, nigdy nie doprowadziły do powstania formalnych polskich posiadłości zamorskich.
Polska nigdy nie miała kolonii w Afryce, ale marzenia o nich były żywe
- Polska nigdy nie posiadała formalnych, państwowych kolonii w Afryce.
- Wszelkie działania w tym kierunku były inicjatywami prywatnymi lub projektami politycznymi, które nigdy nie zostały zrealizowane.
- Liga Morska i Kolonialna w II RP promowała ideę kolonializmu, ale bez faktycznego przejęcia terytoriów.
- Najsłynniejszy projekt, plan Madagaskar, dotyczył osadnictwa, nie kolonizacji, i upadł.
- Próby Stefana Szolca-Rogozińskiego w Kamerunie były prywatną inicjatywą, a osadnictwo w Liberii zakończyło się fiaskiem.
- Mit o Gambii jako polskiej kolonii wynika z kurlandzkiej faktorii handlowej z XVII wieku.
Pytanie o polskie kolonie w Afryce to temat, który regularnie pojawia się w publicznej debacie, często wywołując zdziwienie lub burzliwe dyskusje. Skąd bierze się to zainteresowanie? Myślę, że częściowo wynika ono z naturalnej ciekawości historycznej w duchu "co by było, gdyby", a częściowo z ambicji mocarstwowych, które w II Rzeczypospolitej były bardzo żywe. Młode państwo, odzyskujące niepodległość po 123 latach zaborów, patrzyło na świat z perspektywy aspiracji do grona potęg europejskich. W tym kontekście, posiadanie zamorskich terytoriów było postrzegane jako jeden z atrybutów państwa o silnej pozycji międzynarodowej. To właśnie te dążenia legły u podstaw działalności Ligi Morskiej i Kolonialnej, która stała się głównym propagatorem idei polskiego kolonializmu.
Liga Morska i Kolonialna: marzenia o zamorskich terytoriach
Liga Morska i Kolonialna (LMiK) była niezwykłą organizacją społeczną, która w okresie międzywojennym zdołała zgromadzić pod swoimi sztandarami imponującą liczbę Polaków. Jej głównym celem było promowanie idei polskiego kolonializmu oraz świadomości morskiej wśród społeczeństwa. LMiK prowadziła szeroko zakrojoną działalność propagandową, wydawała czasopisma, organizowała zbiórki funduszy i prelekcje, starając się przekonać opinię publiczną o konieczności posiadania zamorskich terytoriów. W szczytowym momencie, tuż przed wybuchem II wojny światowej, Liga liczyła sobie nawet milion członków, co świadczy o jej ogromnym zasięgu i wpływie. Mimo tych wysiłków, działalność LMiK nie doprowadziła do faktycznego przejęcia żadnego terytorium ani w Afryce, ani w innym zakątku świata.
Dlaczego więc, pomimo tak szerokiego poparcia społecznego i intensywnych działań propagandowych, Liga Morska i Kolonialna nie miała realnych możliwości na zdobycie kolonii? Odpowiedź leży w kilku kluczowych czynnikach. Przede wszystkim, II Rzeczpospolita, choć ambitna, borykała się z ogromnymi ograniczeniami ekonomicznymi i politycznymi. Brakowało kapitału na inwestycje zamorskie, a polska flota handlowa i wojenna była zbyt słaba, by rywalizować z potęgami kolonialnymi. Co więcej, ówczesny układ sił międzynarodowych nie sprzyjał nowym graczom. Wielka Brytania, Francja czy Belgia nie były skłonne oddawać swoich posiadłości, a wszelkie próby przejęcia terytoriów wymagałyby zgody mocarstw, której Polska po prostu nie miała. W efekcie, cała działalność LMiK, choć budująca świadomość morską i narodową, pozostawała w sferze marzeń i aspiracji, bez realnego przełożenia na geopolityczną rzeczywistość.
Polski sen o Madagaskarze: najsłynniejsza kolonialna legenda
Kiedy mówimy o polskich marzeniach kolonialnych, plan Madagaskaru jest bez wątpienia najbardziej rozpoznawalnym i owianym legendą projektem. Jednak warto od razu podkreślić, że jego geneza i cel były zupełnie inne niż klasyczna kolonizacja. Pomysł ten narodził się w latach 30. XX wieku i dotyczył rozwiązania "kwestii żydowskiej" w Polsce poprzez osiedlenie dużej części polskiej ludności żydowskiej na Madagaskarze. Nie chodziło więc o polityczne przejęcie terytorium i włączenie go do Rzeczypospolitej, lecz o zorganizowaną akcję osadniczą, mającą na celu zmniejszenie napięć społecznych w kraju.
W 1937 roku na Madagaskar, będący wówczas kolonią francuską, udała się specjalna polska delegacja, w której skład wchodzili m.in. mjr Mieczysław Lepecki oraz Leon Alter. Ich zadaniem było zbadanie możliwości osadnictwa, ocena warunków klimatycznych, glebowych i infrastrukturalnych, a także możliwości adaptacji dla przyszłych osadników. Misja miała charakter rekonesansu i nie wiązała się z żadnymi roszczeniami terytorialnymi ze strony Polski. Delegaci mieli za zadanie sporządzić szczegółowy raport, który miał posłużyć do dalszych decyzji dotyczących ewentualnego przesiedlenia ludności.
Niestety, plan Madagaskar okazał się całkowicie nierealny. Raporty delegacji były jednoznaczne: warunki na wyspie były niezwykle trudne. Brakowało podstawowej infrastruktury, a klimat i choroby tropikalne stanowiły poważne zagrożenie dla europejskich osadników. Koszty przedsięwzięcia byłyby astronomiczne, a Polska po prostu nie dysponowała takimi środkami. Ostatecznie, plan upadł z powodu swojej nierealności, braku funduszy i zbliżającego się widma II wojny światowej. Co więcej, po wybuchu wojny, idea masowego przesiedlenia Żydów na Madagaskar została cynicznie przejęta i zmodyfikowana przez nazistowskie Niemcy, stając się jednym z ich wczesnych, zbrodniczych planów rozwiązania "kwestii żydowskiej", zanim ostatecznie zdecydowali się na Holokaust.
Polskie ślady na Czarnym Lądzie: gdzie Polacy próbowali zapuścić korzenie
Zanim Liga Morska i Kolonialna zaczęła snuć swoje plany, w XIX wieku mieliśmy do czynienia z inną, znacznie bardziej romantyczną i prywatną inicjatywą. Mowa tu o Stefanie Szolcu-Rogozińskim, polskim podróżniku i oficerze w służbie brytyjskiej, który w latach 80. XIX wieku podjął próbę stworzenia polskiej osady w Kamerunie. Rogoziński, zafascynowany Afryką, zakupił ziemię nad Zatoką Ambas, na wybrzeżu Kamerunu. Jego przedsięwzięcie miało jednak charakter prywatnej ekspedycji naukowej i handlowej, wspieranej przez polskie środowiska naukowe i patriotyczne, a nie państwowej kolonizacji. Rogoziński prowadził badania etnograficzne, geograficzne i botaniczne, a także próbował nawiązać stosunki handlowe z lokalnymi plemionami. Niestety, jego marzenia o "polskiej placówce" na Czarnym Lądzie zostały brutalnie przerwane, gdy tereny te zostały ostatecznie włączone do niemieckiego protektoratu Kamerunu, a Rogoziński musiał opuścić swoje nabytki.
W latach 30. XX wieku pojawiły się także plany dotyczące osadnictwa rolnego w Liberii. Był to kolejny projekt, który miał na celu stworzenie możliwości dla polskich rolników, choć również nie miał charakteru państwowej kolonii. Kilkudziesięciu Polaków faktycznie wyjechało do Liberii z zamiarem zakładania plantacji kawy, kakao czy palmy olejowej. Niestety, podobnie jak w przypadku Madagaskaru, projekt upadł z powodu niezwykle trudnych warunków klimatycznych, tropikalnych chorób, braku odpowiedniego wsparcia państwa oraz ogólnej nierealności przedsięwzięcia na taką skalę. Wielu osadników zmarło, a pozostali musieli wrócić do Polski, porzucając swoje marzenia o afrykańskim Eldorado.
Poza Liberią i Madagaskarem, istniały również inne, niezrealizowane plany osadnictwa, na przykład w Angoli, która była wówczas kolonią portugalską. Te projekty również nie wyszły poza fazę wstępnych rozmów i analiz. Warto też rozróżnić te inicjatywy od masowej emigracji zarobkowej, która w XIX i XX wieku kierowała Polaków do Ameryki Południowej, zwłaszcza do Brazylii czy Parany. Tam Polacy osiedlali się w dużych skupiskach, tworząc polonijne społeczności, ale było to zjawisko emigracyjne, a nie kolonizacyjne w sensie politycznym, czyli zakładania terytoriów podległych polskiej jurysdykcji.
Rozwiewamy wątpliwości: najczęstsze mity i nieporozumienia
Jednym z najbardziej uporczywych mitów krążących wokół tematu polskich kolonii jest ten o Gambii jako polskiej posiadłości. Prawda jest jednak bardziej złożona i dotyczy historii Księstwa Kurlandii i Semigalii. To niewielkie księstwo, leżące na terenie dzisiejszej Łotwy, było w XVII wieku lennem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Kurlandia, choć niewielka, miała ambicje morskie i kolonialne. W połowie XVII wieku jej władca, książę Jakub Kettler, założył faktorię handlową na wyspie Kunta Kinte (wówczas Wyspa Świętego Andrzeja) u ujścia rzeki Gambii, nazwaną Fortem Jakob. Była to więc kolonia kurlandzka, a nie polska. Jej związek z Polską był jedynie lenny, co oznaczało, że książę kurlandzki był wasalem króla polskiego. Sama Rzeczpospolita nie miała jednak żadnej bezpośredniej kontroli ani roszczeń do tego terytorium. Ostatecznie, kurlandzka faktoria w Gambii została sprzedana Anglikom, a mit o "polskiej Gambii" pozostaje jedynie ciekawostką historyczną, często nadinterpretowaną.
Innym popularnym nieporozumieniem jest mit, że Niemcy po I wojnie światowej proponowali Polsce przejęcie swoich byłych kolonii, takich jak Togo czy Kamerun. Tego typu propozycje nie miały realnych podstaw historycznych ani politycznych. Po pierwsze, Niemcy straciły wszystkie swoje kolonie na mocy traktatu wersalskiego, a ich podziałem zajęły się zwycięskie mocarstwa, przyznając je jako mandaty Ligi Narodów głównie Wielkiej Brytanii i Francji. Po drugie, Polska nie miała ani środków, ani pozycji politycznej, by ubiegać się o takie terytoria. Wszelkie dyskusje na ten temat, jeśli w ogóle się pojawiały, pozostawały w sferze spekulacji i życzeniowego myślenia, często podsycane przez propagandę Ligi Morskiej i Kolonialnej, która próbowała budować narrację o możliwościach zdobycia kolonii.
Kolonializm bez kolonii: stosunek Polaków do idei zamorskich posiadłości
Polskie marzenia o koloniach, choć nigdy nie zmaterializowały się w postaci formalnych posiadłości, stanowią fascynujący rozdział w historii II Rzeczypospolitej. Pokazują one wyraźną rozbieżność między mocarstwowymi ambicjami młodego państwa a jego realnymi możliwościami politycznymi, ekonomicznymi i militarnymi. Z jednej strony mieliśmy szeroko zakrojoną propagandę Ligi Morskiej i Kolonialnej, która skutecznie zaszczepiła w społeczeństwie ideę zamorskich terytoriów jako symbolu siły i prestiżu. Z drugiej strony, brakowało konkretnych zasobów, wsparcia międzynarodowego i przede wszystkim, realnej polityki zagranicznej, która mogłaby te marzenia urzeczywistnić. Myślę, że to zderzenie aspiracji z brutalną rzeczywistością jest kluczowe dla zrozumienia, dlaczego Polska, choć pragnęła mieć swoje miejsce pod kolonialnym słońcem, nigdy go nie zdobyła.
